Dystocja barkowa należy do rzadkich powikłań porodowych. Personel szpitala mógł ją jednak wziąć pod uwagę i zastosować odpowiednie metody porodu
Damian N. w 1999 r. przy porodzie siłami natury doznał kalectwa w postaci porażenia splotu barkowego prawego. Matka chłopca obwiniła za to personel Radomskiego Szpitala Specjalistycznego, dowodząc, że w okresie opieki przedporodowej dopuścił się zaniedbań oraz nie dochował należytej staranności i ostrożności przy porodzie. Potwierdził to wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie (sygn. I ACa 109/08).
Najpierw radomski sąd ustalił, że lekarz położnik nie dołożył należytej staranności, odbierając poród. Znając na podstawie badań USG masę płodu, nie przewidział prawdopodobieństwa powikłania w postaci dystocji barkowej i nie podjął w odpowiednim momencie decyzji o cesarskim cięciu. Proces wykazał, że na oddziale pozwanego szpitala nie było też ustalonych procedur postępowania dla położnych i lekarzy w razie wystąpienia tego typu komplikacji.
Sąd podkreślił w uzasadnieniu wyroku, że o możliwości wystąpienia dystocji barkowej, a także o zagrożeniach z tym związanych powinna być poinformowana matka dziecka, która posiada pełne prawo do uczestnictwa w podejmowaniu ważnych decyzji dotyczących porodu. Od niej należało uzyskać zgodę na poród siłami natury oraz na to, czy chce ponieść ryzyko wystąpienia dystocji barkowej, czy też woli uniknąć tego ryzyka przez zakończenie porodu metodą cesarskiego cięcia.
Zdaniem sądu z powyższego wynika, że lekarz pozwanego szpitala nie postąpił zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej i ponosi winę za nieprawidłowy sposób urodzenia noworodka i związaną z tym szkodę.
Pozwany szpital oraz towarzystwo ubezpieczeniowe mają zapłacić poszkodowanemu 166 tys. zł zadośćuczynienia, 207 tys. zł odszkodowania oraz wypłacać 2 tys. zł renty comiesięcznej. Ponoszą też odpowiedzialność za pogorszenie się jego stanu zdrowia w przyszłości.
Wyrok utrzymał w mocy Sąd Apelacyjny w Lublinie.
Źródło : Rzeczpospolita
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
Brak dokumentacji utrudni obronę lekarzom?

Kodeks cywilny i praktyka sądów wydłużają terminy przedawnienia roszczeń niemal w nieskończoność. Dokumentacja medyczna musi być zniszczona w ciągu 5, 10 lub 20 lat w zależności od jej rodzaju. Ograniczone możliwości obrony przed roszczeniem mogą spowodować wzrost stawek za polisy OC medyków.
Poszkodowani wskutek błędów medycznych będą mogli w przyszłości łatwiej dochodzić swoich roszczeń od szpitali i placówek medycznych.
Brak zbieżności terminów
- Tak będzie, jeśli szpitale zastosują się do rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia i zniszczą dokumentację medyczną w przewidzianych terminach, czyli w zależności od rodzaju dokumentacji po 5, 10 czy 20 latach - mówi Xenia Kruszewska, ekspert w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych.
Zwraca uwagę na terminy zgłaszania roszczeń przewidziane w zmienionym art. 442 kodeksu cywilnego, które wydłużają przedawnienie roszczeń niemal w nieskończoność.
- Zniszczenie dokumentacji medycznej może być w niektórych sytuacjach okolicznością istotnie wpływającą na brak możliwości skutecznej obrony lekarza przed nieuzasadnionym roszczeniem pacjenta - tłumaczy Andrzej Wasilewski, z Biura Likwidacji Szkód w PZU.
Prawdopodobna stanie się sytuacja, w której sąd rozpatrzy roszczenia poszkodowanego tylko na podstawie posiadanych przez niego dokumentów.
- Na występującym z roszczeniem pacjencie spoczywa konieczność udowodnienia swoich racji - wyjaśnia Piotr Wójcik, dyrektor ds. ubezpieczeń OC w AXA Polska.
Zwraca też uwagę, że zniszczenie dokumentacji może działać w dwie strony. Lekarz może nie mieć dowodów na swoją obronę, ale także pacjent może nie mieć dowodów winy lekarza, jeśli sam nie zgromadził dokumentacji.
Jednak prawo sprzyja pacjentowi, przed planowanym zniszczeniem dokumentacji pacjent może ją odebrać zgodnie z art. 2 par. 50 rozporządzenia ministra zdrowia.
Będzie miał więc w ręku cały arsenał, który będzie mógł dość dowolnie sobie dobierać, a lekarz zostanie bez możliwości obrony. Mało tego, placówki medyczne będą musiały przypomnieć mu o takim prawie.
Szpitale muszą się liczyć z wyższymi stawkami za polisy OC, twierdzą eksperci.
- Biorąc pod uwagę wydłużenie okresu przedawnienia, towarzystwa będą musiały inaczej kalkulować składki - mówi Piotr Wójcik, dyrektor ds. ubezpieczeń OC w AXA Polska.
- Szansą są elektroniczne archiwa, ale to jest kwestia inwestycji, np. w cyfrowy aparat rentgenowski, w którym kliszę zastępuje płyta CD - mówi Xenia Kruszewska.
Możliwe roszczenia
- W Europie odsetek roszczeń związanych z leczeniem ambulatoryjnym, w tym lekarzy pierwszego kontaktu, sięga 50 proc. Roszczenia te dotyczą przede wszystkim błędów w diagnozie. Aby lekarz mógł się obronić, musi mieć wyniki badań i zalecenia, które potwierdzają jego rozpoznanie - mówi Xenia Kruszewska.
Tymczasem skierowania na badania lub zlecenia lekarza są przechowywane przez pięć lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zrealizowano świadczenie. Inne rodzaje dokumentacji trzeba trzymać dłużej, np. zdjęcia rentgenowskie 10 lat, a pozostałe rodzaje dokumentów 20 lat. Tymczasem kodeks cywilny stanowi, że przedawnienie roszczeń osoby małoletniej o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem dwóch lat od uzyskania przez nią pełnoletności.
Sądy łaskawe
Artykuł 442 par 1. przewiduje, że roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę.
- Istotne jest to, że bieg terminu zaczyna płynąć od dnia, w którym następuje koniunktywne spełnienie dwóch przesłanek: po pierwsze - poszkodowany lub też jego najbliższy członek rodziny w przypadku śmierci pacjenta dowiedział się o szkodzie; po wtóre - dowiedział się o zobowiązanym do naprawienia szkody - mówi Xenia Kruszewska.
Dodaje, że orzeczenia sądowe są bardzo korzystne dla pacjentów. Na przykład fakt dowiedzenia się o szkodzie jest interpretowany zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 11 lutego 1963 r. (III PO 6/62). Stwierdził on, że momentem dowiedzenia się o szkodzie jest moment, gdy poszkodowany zdaje sobie sprawę z ujemnych następstw zdarzenia wskazujących na fakt powstania szkody.
Z takiego podejścia skorzystała matka dziecka, które zostało zakażone wirusowym zapaleniem wątroby w wieku 1,5 roku. Leczenie z komplikacjami ciągnęło się do osiągnięcia przez dziecko dziesiątego roku życia i jak zeznała matka dopiero w czasie ostatniego pobytu w szpitalu zrozumiała istotę choroby dziecka i zagrożenia, jakie niesie dla jego zdrowia.
Źródło: tekst pochodzi z dziennika Gazeta Prawna. Autor: Marcin Jaworski.
Pełna wersja wiadomości prawno-gospodarczych – czytaj na gazetaprawna.pl
Nowy sposób towarzystw ubezpieczeniowych na niewypłacanie AC
Firma ubezpieczeniowa może nie wypłacić AC, jeśli zaniżono wartość celną sprowadzonego auta - ostrzega "Gazeta Prawna". Umowy autocasco zawarte przez kupujących auta z zagranicy mogą nie dawać ochrony ani w przypadku kradzieży, ani rozbicia samochodu. Chodzi na przykład o zaniżenie tak zwanej wartości celnej - czytamy w gazecie.
Wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe wyłączają swoją odpowiedzialność, jeśli podano nieprawdziwe dane w zgłoszeniu celnym. Takie podejście firmy uzasadniają koniecznością karania osób, które uszczuplają należności wobec Skarbu Państwa, czyli zaniżają akcyzę - pisze "Gazeta Prawna". Ubezpieczyciele potrafią nawet w przypadku droższych aut dotrzeć do zagranicznego sprzedawcy i dowiedzieć się, za ile sprzedał samochód. Okazuje się bowiem, że czasem funkcjonują dwie umowy kupna-sprzedaży: jedna, którą ma sprzedający - z właściwą ceną, a druga - należąca do kupującego - z ceną zaniżoną. W większości towarzystw zaniżenie wartości auta nie ma jednak znaczenia przy umowach AC, jeśli umowa nie jest fałszywa - uspokaja gazeta.
Pełna wersja wiadomości prawno-gospodarczych – czytaj na gazetaprawna.pl
Wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe wyłączają swoją odpowiedzialność, jeśli podano nieprawdziwe dane w zgłoszeniu celnym. Takie podejście firmy uzasadniają koniecznością karania osób, które uszczuplają należności wobec Skarbu Państwa, czyli zaniżają akcyzę - pisze "Gazeta Prawna". Ubezpieczyciele potrafią nawet w przypadku droższych aut dotrzeć do zagranicznego sprzedawcy i dowiedzieć się, za ile sprzedał samochód. Okazuje się bowiem, że czasem funkcjonują dwie umowy kupna-sprzedaży: jedna, którą ma sprzedający - z właściwą ceną, a druga - należąca do kupującego - z ceną zaniżoną. W większości towarzystw zaniżenie wartości auta nie ma jednak znaczenia przy umowach AC, jeśli umowa nie jest fałszywa - uspokaja gazeta.
Pełna wersja wiadomości prawno-gospodarczych – czytaj na gazetaprawna.pl
piątek, 18 kwietnia 2008
Odpowiedzialność współposiadaczy pojazdu.
W dniu 7 lutego 2008r. Sąd Najwyższy z wniosku Rzecznika Ubezpieczonych podjął uchwałę (sygn. akt III CZP 115/07) w następującej treści:
"Ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność gwarancyjną wynikającą z umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody na osobie wyrządzone przez kierującego pojazdem w tym także pasażerowi będącemu wraz z kierowcą współposiadaczem tego pojazdu".
W dniu 17 kwietnia otrzymaliśmy uzasadnienie do uchwały SN, w którym Sąd jednoznacznie wskazał na obowiązek zakładu ubezpieczeń do naprawienia w pełnym zakresie szkody osobowej wyrządzonej przez kierującego pojazdem, w tym także pasażerowi będącemu wraz z kierowcą współposiadaczem tego pojazdu w ramach odpowiedzialności gwarancyjnej wynikającą z umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych.
Sąd w powyżej wskazywanej uchwale odpowiedział na następujące pytanie Rzecznika Ubezpieczonych:
"Czy ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność gwarancyjną wynikającą z umowy ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody na osobie wyrządzone przez kierującego pojazdem każdemu pasażerowi, w tym osobie bliskiej, będącemu współposiadaczem pojazdu, w związku z ruchem, którego wyrządzono szkodę ?"
Rzecznik Ubezpieczonych
Źródło: Rzecznik Ubezpieczonych
"Ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność gwarancyjną wynikającą z umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody na osobie wyrządzone przez kierującego pojazdem w tym także pasażerowi będącemu wraz z kierowcą współposiadaczem tego pojazdu".
W dniu 17 kwietnia otrzymaliśmy uzasadnienie do uchwały SN, w którym Sąd jednoznacznie wskazał na obowiązek zakładu ubezpieczeń do naprawienia w pełnym zakresie szkody osobowej wyrządzonej przez kierującego pojazdem, w tym także pasażerowi będącemu wraz z kierowcą współposiadaczem tego pojazdu w ramach odpowiedzialności gwarancyjnej wynikającą z umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych.
Sąd w powyżej wskazywanej uchwale odpowiedział na następujące pytanie Rzecznika Ubezpieczonych:
"Czy ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność gwarancyjną wynikającą z umowy ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody na osobie wyrządzone przez kierującego pojazdem każdemu pasażerowi, w tym osobie bliskiej, będącemu współposiadaczem pojazdu, w związku z ruchem, którego wyrządzono szkodę ?"
Rzecznik Ubezpieczonych
Źródło: Rzecznik Ubezpieczonych
Odszkodowanie to nie wynagrodzenie
Jako że odszkodowania i kary z powodu rozwiązania umów leasingu nie są opodatkowane VAT, nie można ich traktować jako wynagrodzenia za świadczenie usług - uznał WSA w Warszawie w wyroku z 1 kwietnia 2008 r.
"Spółka zawarła umowy leasingu operacyjnego i finansowego samochodów. Zgodnie z ich treścią w razie rozwiązania lub wygaśnięcia umowy przysługiwało jej roszczenie o zapłatę przez leasingobiorcę określonej kwoty. Zwróciła się więc do urzędu skarbowego z pytaniem, czy wypłaty te - będące odszkodowaniami oraz karami umownymi w rozumieniu kodeksu cywilnego - są opodatkowane VAT? Organ podatkowy stwierdził, że kwoty te są elementem wynagrodzenia należnego spółce w związku z już spełnionymi przez nią świadczeniami i jako takie są opodatkowane (art. 29 ust. 1 ustawy o VAT z 2004 r.). Z kolei organ odwoławczy doszedł do wniosku, że dodatkowe świadczenie pieniężne zastrzeżone na rzecz spółki w razie rozwiązania umowy jest dodatkowym wynagrodzeniem, które pełni funkcję gwarancyjną" - pisze "Rzeczpospolita".
W odpowiedzi na skargę spółki, WSA uchylił decyzje organów podatkowych. W jego ocenie otrzymanie odszkodowania jest neutralne dla rozliczenia w VAT, ponieważ nie można jego traktować jak wynagrodzenie za usługę. Nie jest nim także zapłata kary umownej (III SA/Wa 2166/07).
Więcej na temat w "Rzeczpospolitej", w artykule Grzegorza Podgórskiego pt. "Jeśli kara nie jest wynagrodzeniem za usługę, VAT nie płacimy".
"Spółka zawarła umowy leasingu operacyjnego i finansowego samochodów. Zgodnie z ich treścią w razie rozwiązania lub wygaśnięcia umowy przysługiwało jej roszczenie o zapłatę przez leasingobiorcę określonej kwoty. Zwróciła się więc do urzędu skarbowego z pytaniem, czy wypłaty te - będące odszkodowaniami oraz karami umownymi w rozumieniu kodeksu cywilnego - są opodatkowane VAT? Organ podatkowy stwierdził, że kwoty te są elementem wynagrodzenia należnego spółce w związku z już spełnionymi przez nią świadczeniami i jako takie są opodatkowane (art. 29 ust. 1 ustawy o VAT z 2004 r.). Z kolei organ odwoławczy doszedł do wniosku, że dodatkowe świadczenie pieniężne zastrzeżone na rzecz spółki w razie rozwiązania umowy jest dodatkowym wynagrodzeniem, które pełni funkcję gwarancyjną" - pisze "Rzeczpospolita".
W odpowiedzi na skargę spółki, WSA uchylił decyzje organów podatkowych. W jego ocenie otrzymanie odszkodowania jest neutralne dla rozliczenia w VAT, ponieważ nie można jego traktować jak wynagrodzenie za usługę. Nie jest nim także zapłata kary umownej (III SA/Wa 2166/07).
Więcej na temat w "Rzeczpospolitej", w artykule Grzegorza Podgórskiego pt. "Jeśli kara nie jest wynagrodzeniem za usługę, VAT nie płacimy".
Ubezpieczenia tańsze już nie będą
Błyskawiczna likwidacja szkód i pewność otrzymania odszkodowania - firmy ubezpieczeniowe rozpoczynają nową bitwę o klientów. Na niższe ceny polis nie ma jednak co liczyć - pisze "Gazeta Wyborcza".
"PZU, które sprzedaje co drugą polisę komunikacyjną w Polsce, z początkiem kwietnia podniósł ceny obowiązkowych ubezpieczeń OC o 10 proc. Wkrótce śladem największego polskiego towarzystwa pójdą konkurenci. Głośno nikt na razie nie chce mówić, o ile zdrożeją polisy. W jednym towarzystwa są zgodne - ubezpieczenia komunikacyjne tańsze już nie będą.", czytamy w dzienniku.
Gazeta pisze, że dziś i tak ceny polis OC w Polsce należą do najniższych w Europie. "To efekt wojny cenowej, do której doprowadziło pojawienie się na polskim rynku towarzystw sprzedających tanie polisy przez internet i telefon. Część firm zaczęła sprzedawać polisy OC znacznie poniżej swoich kosztów, zmuszając pozostałych graczy do pójścia w ich ślady. W efekcie tylko w ostatnich dwóch latach ceny OC spadły o kilkanaście procent, i to mimo że wartość wypłacanych odszkodowań wzrosła w tym czasie. Towarzystwa ponosiły straty na polisach OC, które odbijały sobie sprzedażą bardziej rentownych ubezpieczeń autocasco.", informuje "Gazeta".
"Taki stan nie mógł trwać długo. Wprowadzony w październiku ubiegłego roku podatek Religi spowodował, że i tak nierentowne OC zaczęło przynosić ubezpieczycielom jeszcze wyższe straty. Tylko w 2007 r. stracili na sprzedaży obowiązkowych polis 161 mln zł. Nic dziwnego, że szykują się do podwyżki cen.", czytamy dalej.
Gazeta pisze, że towarzystwa zaczynają walczyć o klientów jakością usług. Okazuje się bowiem, że cena polisy przestaje być najważniejsza dla kierowców. "Większe znaczenie zaczyna mieć szybka obsługa, sprawna i rzetelna likwidacja szkód i pewność wypłaty odszkodowania.", pisze dziennik.
W tym tygodniu nową ofertę ubezpieczeń komunikacyjnych wprowadziła na rynek Warta. Propozycja towarzystwa opiera się na czterech produktach Autocasco, które są odpowiedzią na zróżnicowane potrzeby właścicieli samochodów. W nowej ofercie jest m.in. Autocasco Mini, czyli ubezpieczenie, które obejmuje np. kradzież, ale nie uwzględnia mniejszych szkód, np. stłuczki. Podobne rozwiązanie wprowadziło kilka tygodni temu PZU.
Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej".
Na podstawie: mat. Gazeta Wyborcza - www.gazeta.pl
"PZU, które sprzedaje co drugą polisę komunikacyjną w Polsce, z początkiem kwietnia podniósł ceny obowiązkowych ubezpieczeń OC o 10 proc. Wkrótce śladem największego polskiego towarzystwa pójdą konkurenci. Głośno nikt na razie nie chce mówić, o ile zdrożeją polisy. W jednym towarzystwa są zgodne - ubezpieczenia komunikacyjne tańsze już nie będą.", czytamy w dzienniku.
Gazeta pisze, że dziś i tak ceny polis OC w Polsce należą do najniższych w Europie. "To efekt wojny cenowej, do której doprowadziło pojawienie się na polskim rynku towarzystw sprzedających tanie polisy przez internet i telefon. Część firm zaczęła sprzedawać polisy OC znacznie poniżej swoich kosztów, zmuszając pozostałych graczy do pójścia w ich ślady. W efekcie tylko w ostatnich dwóch latach ceny OC spadły o kilkanaście procent, i to mimo że wartość wypłacanych odszkodowań wzrosła w tym czasie. Towarzystwa ponosiły straty na polisach OC, które odbijały sobie sprzedażą bardziej rentownych ubezpieczeń autocasco.", informuje "Gazeta".
"Taki stan nie mógł trwać długo. Wprowadzony w październiku ubiegłego roku podatek Religi spowodował, że i tak nierentowne OC zaczęło przynosić ubezpieczycielom jeszcze wyższe straty. Tylko w 2007 r. stracili na sprzedaży obowiązkowych polis 161 mln zł. Nic dziwnego, że szykują się do podwyżki cen.", czytamy dalej.
Gazeta pisze, że towarzystwa zaczynają walczyć o klientów jakością usług. Okazuje się bowiem, że cena polisy przestaje być najważniejsza dla kierowców. "Większe znaczenie zaczyna mieć szybka obsługa, sprawna i rzetelna likwidacja szkód i pewność wypłaty odszkodowania.", pisze dziennik.
W tym tygodniu nową ofertę ubezpieczeń komunikacyjnych wprowadziła na rynek Warta. Propozycja towarzystwa opiera się na czterech produktach Autocasco, które są odpowiedzią na zróżnicowane potrzeby właścicieli samochodów. W nowej ofercie jest m.in. Autocasco Mini, czyli ubezpieczenie, które obejmuje np. kradzież, ale nie uwzględnia mniejszych szkód, np. stłuczki. Podobne rozwiązanie wprowadziło kilka tygodni temu PZU.
Więcej na ten temat w "Gazecie Wyborczej".
Na podstawie: mat. Gazeta Wyborcza - www.gazeta.pl
Sąd Polubowny przy KNF
Z dniem 31 marca 2008 roku przy Komisji Nadzoru Finansowego rozpoczął działalność Sąd Polubowny.
Sąd zajmuje się rozstrzyganiem sporów pomiędzy instytucjami finansowymi oraz pomiędzy tymi instytucjami (np. towarzystwa ubezpieczeniowe) a odbiorcami usług finansowych (np. poszkodowani), o ile obie strony wyrażą zgodę na poddanie sprawy pod rozstrzygnięcie Sądu Polubownego. Koszty postępowania przed Sądem Polubownym są znacznie niższe niż koszty postępowania przed sądami powszechnymi. Model rozpatrywania sprawy cechuje się mniejszym formalizmem, co wpływa na znacznie przyśpieszenie rozpoznawania spraw.
Sąd rozpoznaje sprawy, których wartość przedmiotu sporu jest wyższa niż 500 zł., jednakże, w szczególnych okolicznościach (określonych w Regulaminie) istnieje możliwość rozpoznania sprawy, której wartość przedmiotu sporu jest niższa niż 500 zł. W sprawie, w której powodem jest odbiorca usług finansowych opłata stała wynosi 250 zł, w pozostałych przypadkach uzależniona jest od wartości przedmiotu sporu i wynosi nie mniej niż 250 zł.
Szczegółowe informacje można uzyskać na stronie internetowej: www.knf.gov.pl
Sąd zajmuje się rozstrzyganiem sporów pomiędzy instytucjami finansowymi oraz pomiędzy tymi instytucjami (np. towarzystwa ubezpieczeniowe) a odbiorcami usług finansowych (np. poszkodowani), o ile obie strony wyrażą zgodę na poddanie sprawy pod rozstrzygnięcie Sądu Polubownego. Koszty postępowania przed Sądem Polubownym są znacznie niższe niż koszty postępowania przed sądami powszechnymi. Model rozpatrywania sprawy cechuje się mniejszym formalizmem, co wpływa na znacznie przyśpieszenie rozpoznawania spraw.
Sąd rozpoznaje sprawy, których wartość przedmiotu sporu jest wyższa niż 500 zł., jednakże, w szczególnych okolicznościach (określonych w Regulaminie) istnieje możliwość rozpoznania sprawy, której wartość przedmiotu sporu jest niższa niż 500 zł. W sprawie, w której powodem jest odbiorca usług finansowych opłata stała wynosi 250 zł, w pozostałych przypadkach uzależniona jest od wartości przedmiotu sporu i wynosi nie mniej niż 250 zł.
Szczegółowe informacje można uzyskać na stronie internetowej: www.knf.gov.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)